Wszystko musiało być na tip, top, dla zasady. Dla samej idei, że nie tworzymy rzeczy innych, niż najbliższe perfekcji w naszych oczach. Najbliższej temu, co jest naszym paragonem. Krzesła biurowe miały ten znajomy zapach śmierdzącej nowości. Sam w sobie nieprzyjemny, ale przez odwieczną konotację z odpakowywaniem nowych rzeczy, jakże elektryzujący. Krzesła biurowe nie wykazywały szczególnych śladów genialności. Były po prostu przeciętne. Moj a ocena wszystkich tych dóbr ograniczała się jedynie do chłodnego wartościowania, całkowicie wyjałowionego z osobistych emocji.