Postanowiłam dlatego w drugiej kolejności uderzyć do znajomego mojego ojca, który wykonuje zawód tłumacz przysięgły języka angielskiego. Jak sądziłam, będzie wiedział najlepiej, co w tłumaczeniowej trawie piszczy. Brak mi słów, nie pomógł mi, a może nie chciał. Zapytałam go tylko o tłumaczenia pisemne, nic więcej, nie wiem czy zjadła go zazdrość czy jeszcze co innego. Zatem, podjęłam nową myśl, by udać się do pierwszego lepszego biura i tam zapytać o wymogi i praktykę, może w końcu przyda się na coś mój papierek ukończenia studiów na filologii hiszpańskiej.